O Wycieczce...

Dzień 1

Jak co roku w naszej szkole klasy pierwsze wyjechały na wyjazdy integracyjne. Każda klasa spędziła pięć dni w górskiej miejscowości Wisła, która o tej porze roku jest cichym i ustronnym miejscem, położonym z dala od zgiełku tłocznych miast.

Pierwszy dzień to naturalnie dzień podróży, ale nawet w tym dniu przewidziane były dla nas atrakcje. W drodze zajechaliśmy do miasta Wadowice - miejsca narodzin Karola Wojtyły (Późniejszego papieża). Zwiedziliśmy tam Kościół Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, do którego uczęszczał młody Karol. Następnie otrzymaliśmy od przełożonych całą godzinę wolnego czasu.

Wreszcie wróciliśmy na trasę i po niecałych jedenastu godzinach dojechaliśmy do ośrodka. Tego dnia czekał nas już tylko obiad, a wieczorem - po długiej podróży - wszyscy zasnęli. Na szczęście nie był to sen wieczny, ponieważ na tym wyjeździe czekało na nas jeszcze wiele atrakcji.


Dzień 2

Następnego dnia organizatorzy dopilnowali, abyśmy nie odzwyczaili się od naszego, cudownego piętrowego autokaru. Otóż tego dnia zwiedziliśmy całą okolicę w promieniu 30 km. Pomagał nam w tym przewodnik, który w prosty i zrozumiały sposób opisywał wszelkie mijane atrakcje warte uwagi. Na początek zajechaliśmy do Koniakowa, gdzie w Centrum Pasterskim zwiedziliśmy obecną tam wystawę. Składały się na nią owczarnia, o wszelako rozchodzącym się „pięknym” zapachu oraz wystawa właściwa, na której zostały nam przedstawione wełna surowa i produkty z niej wykonane.

Po wystawie poszliśmy do mieszczącego się niedaleko niej domu, w którym towarzystwa dotrzymał nam górski gawędziarz. W osobliwy sposób opowiedział nam o górskiej tradycji, góralach i historii tych terenów, przedstawiając swoje poglądy na niektóre tematy oraz żartując co drugie zdanie. Całość występu przeprowadził w taki sposób, iż nie było w nim miejsca na choć odrobinę nudy.

Kolejnym etapem tej wycieczki była podróż do miejscowości Żywiec. Zwiedziliśmy tam pałac, należący niegdyś do rodu Habsburgów, a jeszcze niedawno - ponieważ do 2012 roku – zamieszkiwany przez ich córkę – Marię Krystynę Altenburg Habsburg. W Żywcu - podobnie jak w Wadowicach - również otrzymaliśmy godzinę czasu wolnego.

Ostatnie miejsce, do którego udaliśmy się tego dnia to Góra Żar. U podnóża góry umiejscowiona jest stacja kolejki linowo–terenowej. Tą właśnie kolejką wjechaliśmy na sam szczyt (761 m n.p.m.). Z góry rozpościerał się przepiękny widok na Jezioro Żywieckie oraz dalekie stoki. Oprócz tego naszej uwadze nie umknął znajdujący się tam zbiornik retencyjny elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka-Żar, którego błękitną, bezdenną otchłań mieliśmy okazję podziwiać.

Po takiej dawce atrakcji każdy z radością wrócił do ośrodka i zjadł zasłużony obiad. Jednak to nie był jeszcze koniec dnia. W planie bowiem, przewidziane dla nas zostało spotkanie z psychologiem szkolnym. W trakcie jego trwania dostaliśmy możliwość szczerego wypowiedzenia się na tematy powiązane z naszą szkołą. Po tym zgromadzeniu natomiast czekał na nas obowiązkowy punkt każdego, a zwłaszcza integracyjnego wyjazdu – ognisko. Każdy spędził ten czas na swój sposób: jedni śpiewali przy akompaniamencie gitary, inni popisywali się doskonałymi umiejętnościami tanecznymi, a jeszcze inni piekli ziemniaki.


Dzień 3

Dzień kolejny był dniem wyjątkowym. Otóż właśnie tego dnia mieliśmy wyruszyć w wyprawę na Baranią Górę. Na sam początek trasy podjechaliśmy autokarem i dopiero tam rozpoczęliśmy naszą tułaczkę. Z początku szliśmy razem, ale wkrótce, przy drewnianym kościółku, grupa idąca na prostszą trasę oddzieliła się od reszty. A droga, jak to w górach, przez cały czas prowadziła nie inaczej, niż pod górę.

Mniej więcej na półmetku trasy dotarliśmy do schroniska, gdzie odpoczęliśmy po wyczerpującym marszu i naładowaliśmy swe „baterie” kanapkami. Zapewne każdy pragnąłby wtedy pożywić się cieplejszą strawą, lecz ceny posiłków przekraczały te pojawiające się nawet w najlepszych warszawskich restauracjach.

Dalsza droga nie wyróżniała się znacząco, od tek już przez nas przebytej. Ale wreszcie, po kolejnych litrach przelnaego potu, weszliśmy na płaskowyż. Widok jakie dotarły naszych oczu były niczym wzięte z filmu grozy. Otaczały nas pojedyncze, suche i nagie drzewa - każde otulone gęstym obłokiem chmur. Temperatura powietrza gwałtownie spadła, a kilka minut później doszliśmy do metalowej konstrukcji zwanej wieżą obserwacyjną, która to wyznaczała szczyt Baraniej Góry. Co prawda obiecywano nam fantastyczne widoki, ale nawet jeszcze nie dotarłszy na szczyt mogliśmy się domyślić, iż mgła ograniczy naszą widoczność do co najwyżej pięciu metrów w dal. Na nieszczęście, nasze przeczucia były słuszne. Pozostało nam jedynie zejść na dół, by naszym pojazdem wrócić do ośrodka. Tam zjedliśmy obiadokolację i do końca dnia każdy odpoczywał jak chciał.


Dzień 4

Czwartek zapisał się w naszej pamięci jako zdecydowanie najbardziej przygnębiający dzień. Wtedy właśnie odbyliśmy podróż do Muzeum Auschwitz w Oświęcimiu. Jak każdy wie, muzeum to opowiada losy obozu zakłady, znajdującego się niegdyś w tym właśnie miejscu. Nasz zespół podzielono na trzy grupy, z których każda otrzymała fachowego przewodnika oraz krótkofalówki wraz ze słuchawkami pozwalające na ciągłe słuchanie głosu informatora. Przez cały okres zwiedzania chodziliśmy od jednego baraku do drugiego. Każdy z nich przedstawiał osobne karty historii istnienia obozu. W ich wnętrzu umiejscowiono wystawy, opisujące ludzi dawnij żyjących i w większości zmarłych w obozie. Pozostawione przez nich sterty ubrań, buty, protezy, włosy… Wszystko to towarzyszyć nam będzie jeszcze przez wiele lat w naszych wspomnieniach. Doznania dodatkowo spotęgowało wejście pod koniec do krematorium, w którym dawniej palono ciała ludzi.

To miał być jednak dopiero pierwszy z dwóch obozów, które przyszło nam zwiedzić. Następnym był Auschwitz – Birkenau. Obóz ten miał postać rezerwatu, czyli znajdował się w takim stanie, w jakim przedstawiał się on zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej. Prowadziły do niego tory, po których kiedyś jeździł pociąg przywożący nowych więźniów. Gdy wysiadali oni z wagonów, natychmiast następowała selekcja: jedni do pracy, drudzy do krematorium. Przebyliśmy całą drogę skazanych na śmierć, którymi niestety często były bezbronne kobiety i dzieci. Świadomość, że tę samą drogę, przemierzyło kilka milionów zamordowanych osób, była wstrząsająca. Na twarzach wszystkich uczestników widoczne było przygnębienie. Nikt nie miał ochoty na rozmowę. Każdy czuł, że należy oddać szacunek tym ludziom, którzy ponieśli śmierć w tak okrutny sposób

Na koniec dnia, aby rozwiać nasz kiepski nastrój, zorganizowana została dyskoteka. Odbyła się ona w dość małym pomieszczeniu, ale dzięki znakomitemu didżejowi i dymiarce, atmosfera była rewelacyjna. Każdy doskonale się bawił. Niestety złożyło się, że wkrótce po rozpoczęciu dyskoteki zaczął się mecz eliminacji do EURO 2016 Polska – Szkocja. Wszyscy fani piłki nożnej musieli obejrzeć to widowisko, toteż spora grupa osób opuściła zabawę. Mimo to balanga trwała dalej. Całość zakończyła się koło godziny duchów razem z przedostatnim dniem wyjazdu.


Dzień 5

Nadszedł piątek. Co tu dużo opowiadać – wczesna pobudka, śniadanie i wyjazd. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w Galerii Sportowych Trofeów Adama Małysza, w której mogliśmy podziwiać niezliczoną ilość wspomnianych w nazwie trofeów potwierdzających jego dokonania.

Po tej krótkiej przerwie ruszyliśmy w dalszą drogę i w ciągu siedmiu godzin spędzonych wśród przyjaciół, znaleźliśmy się w Warszawie pod naszą szkołą.

Podsumowując całość wyjazdu - z pewnością na twarzy każdego choć raz zagościł uśmiech. Organizacja poszczególnych dni została zaplanowana i przeprowadzona w sposób profesjonalny, nie pozwalając uczestnikom na ani minutę nudy. Zwiedziliśmy ciekawe miejsca, opisywane przez wyśmienitego przewodnika oraz przeżyliśmy niezapomniane przygody. Można jedynie przyczepić się do obiadów podawanych na stołówce, jednak z pewnością to tylko kwestia smaku. To natomiast, co było najważniejszym celem tego wyjazdu, zostało przez nas osiągnięte. A była to mianowicie pełna integracja klasy.